Swiadkowie pisza..

 

BRAZYLIA, ABADIANIA

Przybywają w tysiącach. Chorzy, kulawi, nieuleczalnie chorzy, ci , którym medycyna już nie moze więcej pomoc, do małego miasta w centralnej części Brazylii. Odbywają oni długie międzynarodowe loty, niektórzy zaś wielogodzinne podróże autobusem do Abadianii, położonej wysoko na płaskowyżu w Centralnej Brazylii. Przyjeżdżają, by być uleczeni przez uzdrowiciela-cudotwórce Joao Teixeira de Faria

On zeskrobie katarakty i nowotwory, guzy oczu nożem, raka piersi poprzez małe nacięcie, i sprawi , ze kaleka zacznie chodzić zaledwie za dotknięciem jego dłoni. Ułożone w stos sięgający sufitu: kule, wózki inwalidzkie, szyny milcząco składają świadectwo o jego sukcesie. Został on obwołany największym uzdrowicielem od ostatnich 2 tys lat.

Autobusy przyjeżdżają w ciągu nocy. O piątej rano jest wciąż spokojnie i chłodno. Ciężka mgła okrywa miasto Abadiania, które wyrosło tu przede wszystkim po to, by zaspakajać potrzeby pielgrzymujących. Ludzie siedzą na zewnątrz prostych zabudowań, rozmawiając spokojnie i...czekając. Niektórzy śpią w samochodach i autobusach, inni stoją oczekując świtu. Pensjonaty zapewniają darmową kawę dla zmęczonych podróżnych przybyłych w ciągu nocy. Świt przyniesie nowa nadzieje życia bez bolu i choroby.

Centrum w szpitalnym stylu jest otwierane o 6 rano. Chorzy gromadzą się według ich numerów kolejkowych. W jakimś pokoju Joao odpoczywa przygotowując się. Rita, dentystka i wolontariuszka, uleczona przez Joao z nieuleczalnej choroby, wyjaśnia, ze Joao może zawezwać 34 upoważnionych doktorów, którzy używają go jako narzędzia do wykonywania zdumiewających operacji chirurgicznych i uzdrowień. Wyjaśnia, ze Joao jest nieświadomym medium, które nie pamięta nic z momentem kiedy zawłada nim Byt. Najważniejsza Istota jest Dom Inacio, którego imie nosi centrum CASA DE DOM INACIO.

Wywiad z Joao zaczynam w niewyróżniającym się pokoju na tyłach centrum. Joao leży na tapczanie w przyćmionym, skromnie umeblowanym pokoju. Na ścianie ponad jego głową wiszą portrety głównych Duchów. Na sąsiedniej ścianie zawieszone jest z tuzin honorowych tytułów, dowodów wdzięczności oraz nagród wystawionych Joao przez wdzięczne kraje i VIP- pacjentów, spośród nich najbardziej znacząca jest Medal Uznania od prezydenta Peru z wdzięczności za uzdrowienie syna Joao pozdrawia nas machnięciem dłonią odpoczywając na tapczanie. Nie pozostajemy długo. Joao ma przed sobą bardzo długi dzień. W kolejce ustawiło się już ok. 600 osób mimo tego, ze jest dopiero 7.30 rano. Wkrótce Joao odmówi krotka modlitwę i „ pracujący duch” ucieleśnia się w nim. Mamy czas by przyjrzeć się pomieszczeniu, zanim zacznie się uzdrawianie.


Centrum, czule zwane Domem, proste i wystarczające, zostało tak zaprojektowane by spełniać potrzeby przybywających. Główny hol otwarty z jednej strony prowadzi od zadaszonego przejścia, toalet oraz ogrodu różanego. To jest główny punkt leczniczy, gdzie odbywają się operacje na pacjentach, tam gdzie stoją. Wesoła melodia ogłasza wejście Ducha. Porusza się on wolno, za nim podążają asystenci z chirurgicznymi narzędziami. Znieczulenie oraz sterylizacja narzędzi dokonywana jest przez Duchy, fakt, który zadziwia przybywających lekarzy. Od 35 lat nie miał miejsca ani jeden przypadek posocznicy.

Podczas pierwszego poranka widziałem operacje, które rzuciły wyzwanie mojej logice. Dotykając głowy kobiety, mającej raka żołądka, podniósł jej koszule odsłaniając świeżo zszyte 4-calowe nacięcie. Dwie godziny później, wydawała się czuć świetnie, w doskonałym nastroju, szczęśliwa, mówiąc: „widzisz? Mojego raka już nie ma, idę do domu robić kolacje”.

Niektóre operacje skrajnie odbiegają od utartych wzorców. Przy użyciu długich szczypcy i wacika Joao operuje poprzez nos, wysoko wkręcając w zatoki. Powiedziano mi, ze Joao potrafi dokonać 28 rodzajów operacji ciała stosując te technikę. Ten okropny widok dla oglądających, przez operowanych jest odczuwalny albo jako średnio nieprzyjemny albo znaczący dyskomfort. Jedna kobieta stwierdziła, ze odczucia miała tak dobre, ze żałuje ze Joao nie wykonał na niej jeszcze jednego zabiegu. Inny mężczyzna oświadczył, ze jego 6 złamanych kości stopy zostało wyleczonych tą technika. Podobnie nielogiczna wydaje się operacja wykonywana metoda skrobania gałki ocznej przy pomocy kuchennego noża, procedura kompletnie niemożliwa dla innego lekarza. Skrobiąc gałkę oczną nożem kuchennym, Joao usuwa nie tylko raka oczu, ale i guzów w innych częściach ciała, w żaden sposób logicznie nie powiązanych z okiem. Zaproszony do przyglądania się operacji z bliskiej odległości, widziałem delikatne błękitne światło emanujące z ostrza noża. Światło to wnikało głęboko w źrenice i rozgałęziało się licznie. Ani razu nie zostało zastosowane znieczulenie ani sterylizacja podczas operacji. Nacięcia chirurgiczne nie wywoływały żadnych krwawień, zadziwiając zawsze lekarzy i uczonych.

Zostałem uprzedzony przez życzliwego asystenta, bym zauważył zadziwiający fenomen: jednoczesne niewidzialne operacje, jakie występują w tłumie oglądających operacje wykonywane przez Joao. Nie bylem nawet przygotowany na częstotliwość i prostotą tego znaczącego zjawiska. Ludzie wokół mnie upadali jak muchy. „Weź tego!” powiedział Joao przerywając delikatna operacje oka i wskazując palcem w tłum. „Tam jest jeszcze jeden! Weźcie ich do pokoju medytacyjnego” ze współczuciem mówiąc (do asystentów). Miały tam miejsce prawdziwie cudowne uzdrowienia.

Obserwowałem w zachwycie mężczyznę od 50 lat przykutego do wózka inwalidzkiego, któremu po zwyczajnym dotknięciu nóg powiedziano: wstań i idź. Wdzięczny, odprowadzany przez asystenta wybuchnął płaczem, a jego wózek stal się częścią wystawy w pokoju medytacyjnym. Poszedłem sprawdzić jak maja się pacjenci w pokoju pooperacyjnym.

Pachnący czystością i sterylnością- czystym duchowym powietrzem, nie chemiczna sterylnością szpitala, pokój operacyjny zawierał 2 rzędy czystych białych łóżek. Wyszukałem kilkoro osób po „jednoczesnych operacjach” by sprawdzić ich stan. Beznadziejne przypadki raka , kamienie żółciowe, przepuklina, katarakty, chroniczny artretyzm, białaczka, problemy serca i dużo niezdiagnozowanych chorób. Wszyscy byli senni, ale spokojni i zadowoleni.Każdy, z którym rozmawiałem upewnił mnie, ze został szczeliwie zoperowany (to osoby, które tylko obserwowały operacje!!!) Jeden mężczyzna, który nie był w stanie usiąść, zgiąć się, nawet wymagał pomocy by się położyć, został uleczony poprzez nacięcie miedzy ramionami. Natychmiast był zdolny zgiąć się, kucnąć i usiąść. Był tak szczęśliwy opisując swoje uzdrowienie, a łzy toczyły się po jego kwadratowych policzkach.

Dom-centrum zawiera jeszcze 3 inne ważne pokoje. W pokoju medytacyjnym siedzi 30 lub więcej mediów ubranych na biało, w głębokiej medytacji. Powiedziano mi, ze to wytwarza silny uleczający prąd. W następnym pokoju, służącym do rozmów, siedzi kolejnych 60 lub więcej wolontariuszy służących jako media. Kolejka niedomagających pielgrzymów przechodzi przez ten pokój, gdzie otrzymują leki i recepty od Joao, wcielonego Ducha. Po operacjach Joao zasiada w obszernym fotelu, a ludzie kolejno przechodzą. Duch przegląda każdego człowieka i widzi jego problem. Dla wielu zapisze on zestaw ziół w spirytualnym stenograficznym skrócie. Powłóczący nogami, kulami, na wózkach- liczba ludzi zdaje się nie kończyć. Ci, którzy wymagają poważnych operacji, bądź przedłużonego leczenia, kierowani są do przylegającego pokoju, poczekalni. Kiedy Joao mówi, jego ręka, samodzielnie jakby w oderwaniu od niego, dokonuje błyskawicznych zapisów w notesie. Jeszcze jeden zapis, jeszcze jedna instrukcja i kolejka ludzi posuwa się naprzód. Inżynier, który jako pierwszy przyprowadził do Domu swoja córkę z powodu bolesnego stanu nogi, mówi ze Medium (tj Joao z ucieleśnionym Duchem) pozostanie tak długo tego dnia, nawet do późnych godzin wieczornych, aż wszyscy przybyli otrzymają pomoc.

Joao Teixeira, mimo ze jest odnoszącym sukcesy przedsiębiorca w swoim prywatnym życiu, jest prostym człowiekiem niskiego pochodzenia, który poświęca 3 dni w tygodniu na leczenie ludzi, nie pobierając za to żadnej opłaty. Krepy mężczyzna, drobnej budowy, emanuje ogromnym współczuciem i wielka siła wewnętrzna. Jest bardzo oszczędny w słowach, lecz jego głęboki glos wymusza uwagę.

Urodzony w zubożałej rodzinie, jest blisko zaznajomiony z głodem, brakiem i poniżeniem ubóstwa. Jak ujawnia to jego biografia „Cudotwórca”, dar uzdrawiania otrzymała w wieku 16 lat, kiedy pojawiła się przed nim kobieca jawa, i nakazała mu udać się do pobliskiego kościoła. Kiedy przybył, powitał go starszy członek kościoła, dalej Joao nie pamięta co działo się z nim przez kolejnych kilka godzin, ale kiedy przebudził się, powiedziano mu ze dokonał cudownych operacji . Od 38 lat dokonuje uzdrowień mimo nieugiętych prześladowań. Większość swego młodzieńczego życia spędził jako wędrowiec, przemieszczając się z miasta do miasta, lecząc i żywiąc się tym, co otrzymał. Policja stale dręczyła go biciem i wiezieniem. Pomimo jego współczucia i bezinteresownego poświęcenia tysiącom chorym szukającym pomocy, wciąż jest wyśmiewany przez wrogów. Zadziwiająco, Joao leczy wielu ze swych prześladowców: policjantów i osób duchownych z ich nieuleczalnych chorób. Duchowni, rabini, zakonnicy z całego świata piszą swoje świadectwa potwierdzające cuda, jakie czyni.

Biedni i sławni, są jednakowo mile widziani.Wśród sławnych, jest Shirley Mclaine, której powiedziano, ze już nigdy nie będzie tańczyć z powodu porażenia nóg (od raka żołądka)- tak było do czasu zanim nie została uleczona przez Joao. Tysiące pisemnych świadectw zapełniają akta, wraz z wycinkami z gazet oraz listami od wdzięcznych uleczonych. Szacuje się, ze uleczył około 15 milionów ludzi w czasie 38 lat swej uzdrowicielskiej pracy. Naukowcy dostarczają raportów potwierdzających cudowne wyleczenia z chorób znanych i nieznanych poprzez nieuleczalne przypadki raka, tocznia oraz (jak dotychczas) 139 przypadków AIDS. Wielu przyjeżdżają tu w swoich białych płaszczach sceptycyzmu, a opuszczają kompletnie przeświadczeni o tym, ze Joao jest autentycznym paranormalnym fenomenem medycznym.

Chorzy nie płaca za leczenie. Jeśli zapisywane są zioła, płaci się kilka dolarów, pokrywających koszty produkcji. Każdy będzie poczęstowany zdrowa prosta zupa, chlebem i ziołowa herbata, bez żadnych opłat. Tydzień przed moim przyjazdem Joao wyleczył i nakarmił 15 tysięcy ludzi, i to w zaledwie 3 dni! Joao oraz jego wolontariusze pracują do 14 godzin dziennie. Mówi się, ze Joao leczy i operuje w ciągu jednego tygodnia najpoważniejsze choroby, co największej zachodniej klinice zabrałoby ponad 1 miesiąc!

Jak inni wielcy znani uzdrowiciele przed nim, Edgar Cayce, Ze Arigo and Britain's Harry Edwards, jego uzdrowienia dostarczają nadziei wszystkim nieuleczalnie chorym, którzy wyczerpali juz wszystkie drogi współczesnej medycyny. Joao jest żywym dowodem egzystencji Ducha, którego nawet najwięksi sceptycy nie potrafią obalić.

Podróż do tego sanktuarium jest wielkim duchowym doświadczeniem nawet dla zdrowych i krzepkich.



Autor artykułu: Robert Pellegrino Estrich

 

 

Uzdrowienie Howarda Toose
w Casa de Dom Ignácio de Loyola w Abadianii


Jest to treść wystąpienia wygłoszonego za zgodą Jana od Boga
w miejscowości Abadiania dnia 23.6.2011 r. Howard rozpoczął
od poproszenia wszystkich o złożenie rąk do modlitwy „Ojcze nasz.”

 

Chcę was ostrzec, że opowiadając tę historię bardzo się wzruszam. Do czasu, gdy przybyłem tu do Casy trudno było o łzy z moich oczu. Ale od kiedy tu jestem i mam silną łączność ze św. Ignacym, gdy jest tu obecny, przeżywam silne uczucie miłości i współczucia. Nie jestem mówcą – powiem po prostu tak jak jest, dlatego jeśli wyjdziecie z powodu znudzenia, nie będę się gniewał.

 

Howard Tosse at Casa Dom Ignatio

Howard Toose w Casa Dom Ignácio

 

Myślę, że powinienem wrócić wspomnieniami do samego początku. Pracowałem jako kierownik w komunikacji w dużym przedsiębiorstwie w Australii. Przygotowywaliśmy wtedy telewizję kablową. Miałem rozmaite odpowiedzialne zadania z ekipami wykonującymi różne prace. Gdy przydarzył mi się ten wypadek, kładliśmy kable pod ziemią. Grube kable ciągnęły się wszędzie wzdłuż głównej drogi do Brisbane, Gold Coast, Sydney i Melbourne.

Byłem akurat w biurze, gdy zadzwonił telefon od jednej z bardzo wydajnych ekip pracującej w rejonie Southport - Surfer's Paradise, który jest obszarem bardzo intensywnych budów, łączącym Melbourne z Brisbane. Szukali rury, która przecinała ulicę i wpadała do wielkiej komory. Mogliście widzieć na ulicach włazy przykryte wiekami – ta komora miała sześć takich wejść.

Powiedzieli, że podczas robienia skomplikowanych krzyżowych połączeń kabli stwierdzili brak kabla z drugiej strony ulicy. Podczas kończenia każdej pracy sprawdzałem plany. W tym przypadku coś mocno nie pasowało. Powiedziałem więc: „Zostawcie to mnie. Przyjdę tam i przyjrzę się sprawie. Zostawcie tylko barierkę wokół włazu.”

Jak wspomniałem, byłem w biurze i mogłem z niego wyjść dopiero około godz. 3:30 po południu. Zszedłem na dół do tej wielkiej komory. Przy głównym wejściu miała głębokość 6,5 stopy (ok. 2 m), a dalej było około stopy (30 cm) mniej. Jeszcze dalej zaczynały się cementowe tunele kanałów prowadzących do końcowych dzwonowatych komór.

Przyjrzałem się głównemu miejscu, które było naruszone, ale owego kabla tam nie było. ‘Powinien tu być’ – pomyślałem. Gdy wchodziłem nieco w głąb tej wielkiej komory, po drodze odsunąłem jakieś wielkie kable i tu znalazłem ten właściwy. Właśnie w tej chwili na rękę wszedł mi wielki pająk. Odruchowo podskoczyłem. Na głowie miałem kask, ale ponieważ nie było tam zbyt wiele miejsca, gdy podskoczyłem uderzyłem głową w cementowy sufit.

Stało się to z taką siłą, że usłyszałem liczne trzaski i inne odgłosy w okolicach szyi. Wiedziałem, że mam problem. W wyniku pogarszania się urazu kręgosłupa powstała anomalna narośl w kanale systemu nerwowego i powoli zdusiła mój system nerwowy. Nie było dla niego miejsca.

Przeszedłem cztery operacje, a jedna z nich polegała na otwarciu kanału systemu nerwowego. Lekarze stwierdzili, że uszkodzenie systemu nerwowego nie naprawi się samo i będę musiał z tym żyć.

Po tych operacjach natężenie bólu pozostało takie samo. Przedtem wiedziałem, czym jest ból. Grałem w piłkę nożną, ścigałem się na motocyklach i robiłem wszystkie te głupie rzeczy, czasami roztrzaskując się porządnie. Miałem już kilka śrub i płytek w ciele. Ból wywołany wcześniejszym urazem kręgosłupa był absolutnie niczym w porównaniu do obecnego uszkodzenia systemu nerwowego.

Jedyny sposób, by go opisać to 10 stopień na 10 – ale poziom bólu był jeszcze większy, jakieś cztery razy większy, i utrzymywał się cały czas. Mimo operacyjnego otwierania kanału, cały czas czułem ten ból od głowy daleko w dół. Cały czas musiałem leżeć i cały czas (jak sobie teraz uświadamiam) w domu musiała panować cisza, gdyż nie mogłem znieść hałasu. Nie mogłem znieść też światła. Po prostu leżałem na swoim łóżku lub siedziałem w pozycji półleżącej na fotelu wypoczynkowym w pokoju gościnnym.

Raz w tygodniu musiałem wstać i być zawieziony do lekarza po oficjalne pozwolenie na środki przeciwbólowe (były to narkotyki), które mi przepisano. Od lekarzy można się dowiedzieć, że te środki są naprawdę silne. W dniach szczególnie ciężkich równie dobrze mógłbym zażywać Smarties lub Minties (słodycze) — w ogóle nic nie pomagało na ten ból.

Tak więc, życie z tym nieustającym bólem było dla mnie wielkim wyzwaniem. Dzisiaj rozumiem, jak ciężka była to sytuacja także dla mojej rodziny. Pod koniec pierwszych dwunastu miesięcy specjaliści od bólu powiedzieli do mojej żony: „Ma pani szczęście, gdyż przy takim poziomie bólu, jaki on znosił, przeżywa tylko dwa procent pacjentów.

Mogę to zrozumieć, bo faktycznie trudno było wytrzymać. Przeżywanie bólu o takim natężeniu przez 24 godziny na dobę było przerażające. Jest do tego stopnia źle, że przez 3 lub 4 dni człowiek obywa się bez jakiegokolwiek snu. Potem twoje ciało załamuje się, zamyka się – ma już dosyć – jesteś wyłączony przez kilka dni. Później cykl zaczyna się od początku.

W takim stanie żyłem 9,5 roku po owym wypadku – teraz byłem unieruchomionym i przygarbionym małym starym człowiekiem. Ważniejsze organy w moim ciele wykańczały się. Wtedy podjęto decyzję, aby mnie zawieźć do Casy.

Przedtem, na początku 2002 r., przypadkowo spotkały się moja żona, szwagierka i pewna kobieta, która miała właśnie wyjechać do Abadianii – wybierała się do Casy. Powiedziała do mojej żony: „Chcę go zabrać ze sobą.”  Żona odparła: „Nie ma mowy – on cały czas leży i musi być zawożony do lekarza co tydzień. On nie zniósłby tego.” Wtedy owa kobieta spytała, czy może zawieźć tam moje zdjęcie. Żona i szwagierka Noreen stwierdziły, że muszą zapytać o to mnie. Kiedy więc opowiedziały mi o tej kobiecie wyjeżdżającej do Jana od Boga do Brazylii, że jest to duchowy uzdrowiciel i że ona chce zabrać tam moje zdjęcie, powiedziałem: „Cóż, to nie może zaszkodzić – nic nie muszę robić.” I tak trafiło tam moje zdjęcie.

Kiedy moje zdjęcie było w Casie w Brazylii, ja tutaj, w Australii, czułem się jak gdybym podlegał duchowemu oczyszczaniu. To był naprawdę ciężki okres. To był koszmar, ale przygotowywał mnie. Jednak, im bardziej zbliżałem się do Białego Światła z Abadianii, tym wyraźniej czułem odciąganie przez jakąś siłę. Nie jest ona czymś wartym rozpamiętywania, ale jeśli ktoś będzie miał takie przeżycia, niech wie, że jeśli dostatecznie zbliży się do białego światła, te inne przeciwne siły poddadzą się. Wkrótce po tych przeżyciach czułem, że znajduję się całkowicie w Białym Świetle i później już nie musiałem mieć z nimi nic do czynienia.

Jakiś czas temu, kiedy byłem jeszcze w Australii, miałem widzenie, w którym zobaczyłem piękną uśmiechniętą i współczującą twarz. Nie znałem tej twarzy, ale była tak wyraźna, że pozostała mi w pamięci. Czułem, że któregoś dnia spotkam tę osobę lub dowiem się, kim ona jest.

Szwagierka i żona uznały, że powinny dowiedzieć się czegoś więcej o Janie od Boga. W tamtym czasie niewiele było o nim informacji i o tym, co się dzieje w Casie. Planowały pojechać do Casy, by zobaczyć, co tu się dzieje i sprawdzić, czy w ogóle może stąd przyjść dla mnie pomoc. Powiedziałem: „Ja też muszę tam pojechać – wyraźnie czuję, że powinienem to zrobić.”

Wtedy o tym nie wiedziałem, ale moi przyjaciele i krewni byli zdecydowanie przeciwni mojemu wyjazdowi. Byli przekonani, że ponieważ jestem bardzo chory, już więcej mnie nie zobaczą.

Podróż doszła do skutku. Dotarliśmy do Auckland (w Nowej Zelandii), gdzie spędziliśmy dwie noce, abym wypoczął przed następnym etapem – do Santiago w Chile. W Santiago spędziliśmy cztery noce. Tu był ze mną poważny problem. Wiedziałem, że jestem krytycznie chory, ale też wiedziałem, że muszę wyjechać z Chile. Opuściliśmy Chile i dotarliśmy do Sao Paulo w Brazylii. Tu na lotnisku leżałem płasko na podłodze czując się bardzo źle. Stąd udaliśmy się do Brasilii, stolicy Brazylii. Ciągle czułem się bardzo źle. Postanowiliśmy pozostać jakiś czas w Brasilii w hotelu, zanim ruszymy na ostatni etap podróży – półtoragodzinną jazdę taksówką do Abadianii.

Następnego dnia rano w hotelu poczułem się tak źle, że Margaret, moja żona, wezwała lekarza. Zjawił się natychmiast, zadzwonił po ambulans i w pokoju hotelowym zorganizował mini-ICU – jednostkę intensywnej terapii. Ale w drodze do szpitala zmarłem.

Miałem doznania przebywania poza ciałem. Pamiętam jak znajdowałem się nad ambulansem i widziałem krzątających się przy mnie sanitariuszy. Nie mam pojęcia jak długo byłem zmarły. Powiedziano mi, że trwało to do 15 minut. Nic nie pamiętam od wyjazdu z hotelu do przyjazdu do szpitala – w tym czasie odbywałem miłą jazdę nad ambulansem nic nie czując.

Gdy patrzyłem w dół, otoczył mnie duch; naradzaliśmy się. Powiedział: ‘Możesz przyjść, ale nie jest to jeszcze twój czas – masz dużo do zrobienia, niemniej jest to twoja decyzja.’ Ktoś, kto był w takiej sytuacji wie, że o wiele łatwiej jest pójść ‘na drugą stronę.’ Postanowiłem pozostać.

Jeśli oglądaliście film Clinta Eastwooda Hereafter (Życie przyszłe), wiecie, że przeprowadzono liczne badania z ludźmi, którzy byli po ‘drugiej stronie’ i wrócili. Tam Światło otacza cię ze wszystkich stron.

Tak więc, znalazłem się w szpitalu w oddziale intensywnej terapii. Była przy mnie żona. Powiedziano jej, że istnieje tylko znikoma szansa, że przeżyję ten dzień i że miałem wielkie szczęście, że w ogóle trafiłem do szpitala.

Przed wieczorem byłem już w pokoju w hotelu – to był cud.

Dzień ten oznaczał dla mnie początek nowego życia.

Po kilku dniach powracania do zdrowia, pojechaliśmy do Abadianii. Moja żona i jej siostra przywiozły ze sobą też zdjęcia. Jan od Boga postawił na nich znak krzyża, co znaczyło, że osoby te wymagają duchowej operacji.

Gdy wszyscy znajdowaliśmy się w poczekalni, gdzie przebywają wszyscy ludzie na wózkach inwalidzkich, wezwano do kolejki na ‘operację.’ Wtedy wszyscy tam się udali i nie został nikt, by pchać mój wózek. Przedtem nigdy nie musiałem używać wózka inwalidzkiego, dlatego, gdy wezwano mnie do tej kolejki, męczyłem się, by podjechać tym wózkiem. Przemieszczałem się z trudem przez pokoje, obok wszystkich tych mediów, które siedziały w głębokiej medytacji utrzymując Światło przy ziemi. Gdy dotarłem bliżej Jana od Boga, pomyślałem: ‘Ojej, to twarz z mojej wizji,’ którą miałem po przywiezieniu tutaj mojego zdjęcia.

Myślałem: ‘To będzie coś niesamowitego – będę z nim twarzą w twarz, a on przywita mnie tym pięknym uśmiechem. Nie mogę się doczekać.’ Przyszła kolej na mnie. Ciągle męczyłem się z wózkiem; nikt nie podszedł, by mnie popchać. Gdy podjechałem blisko niego, wózek poszedł własną drogą, tak jak czynią to czasami wózki na zakupy w supermarketach i niemal wjechałem na jego stopy, a on musiał odsunąć się z drogi. Niestety, tamta wizja nie powtórzyła się – było dokładnie odwrotnie. Miał wyraz twarzy taki, jak gdyby chciał powiedzieć: ‘Wynoś się stąd.’ Pomyślałem: ‘OK, nie załapałem się na piękną wizję.’

Zostałem wysłany do ‘Pokoju błogosławieństw.’ Później, za każdym razem, gdy do niego podchodziłem, byłem odsyłany do tego pokoju. Pomyślałem, że zniosę to – skoro nie jest mi pisana duchowa operacja chirurgiczna, trudno się mówi. Ale przynajmniej jestem tutaj.

W końcu nadszedł dzień, że wysłał mnie na ‘Operację.’ Gdy siedziałem w pokoju operacyjnym, znów otoczony przez media utrzymujące Światło w głębokiej medytacji, kazano nam położyć prawą rękę na sercu. Przez pokój popłynął piękny głos: „W imieniu Boga, niech każdy w tym pokoju zostanie uzdrowiony.”

Poczułem, jak przez szczyt mojej głowy przepływają dwie wielkie fale energii wywołując uczucie drżenia. Potem popłynęły do oczu i temu także towarzyszyło silne uczucie drżenia. Następnie poczułem jak ‘duchowe palce’ manipulują w moim kręgosłupie. Po chwili zdało mi się, że znajduję się w wirze wiatru. W pokoju nie było wentylatorów, ale czułem muskanie powietrza. Wróciłem do mojego pokoju w domu gościnnym, gdzie mieszkałem i tam położono mnie na łóżku na parę dni. Czułem się jak po znieczuleniu (jakie robi się w szpitalu) i potrzebowałem odpoczynku.

W dniu wyjazdu podszedłem do Jana od Boga-in-entity [przejętego przez duch], ale tym razem zostałem przywitany owym pięknym współczującym uśmiechem. Powiedział: ‘Nie martw się, pracujemy nad tobą.’

Wiedziałem, że będę zdrowiał. Zanim dojechałem z powrotem do Sydney, przez 2,5 godziny na siedząco opowiadałem o tym, co się zdarzyło w Casie w Brazylii. Nie byłem do tego zdolny od czasu wypadku w komorze kabli telefonicznych.

Uzdrawianie ciągle trwa – ta energia cały czas pozostaje przy mnie. Po tej pierwszej podróży, natężenie bólu zaczęło słabnąć. A zawodowi lekarze mówili, że to się nigdy nie zdarzy. Szyję miałem unieruchomioną na stałe i, jak już mówiłem, byłem małym starym kalekim człowiekiem. Włosy, których bardzo niewiele mi zostało, były śnieżno-białe. Kolega naszego syna powiedział: ‘Urosłeś chyba ze 4 cale (10 cm)!’ Znał mnie wyłącznie jako umierającego kalekę. Teraz mogłem znów stać.

Wcześniej, gdy byłem bardzo chory, nie mogłem rozmawiać z ludźmi dłużej niż kilka minut, gdyż wyczerpywał mnie ból. Miałem dwoje przyjaciół (jedna pracowała jako pielęgniarka w sali operacyjnej i odwiedziła mnie tylko jeden raz). Wyznali, że wizyty u mnie były bardzo przygnębiające i tylko czekali na telefon z wiadomością, że zmarłem.

Gdy wróciłem do Australii, poszedłem do mojego lekarza, o własnych nogach wszedłem do jego biura i stanąłem prosto. Powiedziałem mu, że chcę już od teraz zmniejszyć do połowy ilość tabletek morfiny. On zawołał: ‘Nie możesz tego zrobić – zażywałeś te tabletki przez 9,5 roku!’ Ja odrzekłem: ‘Jeśli poczuję, że nie wystarczy, wezmę dodatkową porcję lub przyjdę do ciebie.’

Przepisał połowę dotychczasowej liczby. Przez jakiś czas dalej zmniejszaliśmy dawkę. Powiedziałem lekarzowi, że zamierzam pojechać do Brazylii do duchowego uzdrowiciela. Lekarz był młody i miał otwarty umysł. Później prosił o dodatkowe informacje na ten temat. Przeczytał kilka książek i obejrzał DVD. W końcu powiedział, że chce towarzyszyć mi w jednej z podróży.

Moje zdrowie ciągle się poprawia. Tak się złożyło, że udało mi się wrócić do Jana od Boga. Niedawno Jan od Boga dwukrotnie odwiedził Nową Zelandię, a my skorzystaliśmy z okazji, by tam go odwiedzić. Odkryłem, że niezależnie czy on tam jest, czy nie, w Casie w Brazylii dalej odbywają się ‘operacje.’

W 2006 r. w Abadianii siedziałem w medytacji w miejscu Casy Jana od Boga, gdzie utrzymywany jest current. Wtedy poświęciłem siebie na służbę innym. Przemawiam do licznych grup tutaj w Abadianii i w Australii.